A kupi Pan winylka?

Staroci pełno, uliczki całe obłożone tym towarem i przez ludzi oblegane. Od luster i  krzeseł wyglądających jakby je z zamku Napoleona ktoś zawinął, monety, klasery znaczkami wypchane, pocztówki przedwojenne sztuk tysiące, skrzypce jak Janko Muzykant stare, porcelany obok rogów z jeleni, medale, ordery i inne odznaczenia, czapki z orzełkiem, obrazów setki jak nie więcej, mnogość rzeczy i historii. I telefon taki na korbkę jak z filmów przedwojennych jeszcze.I myśl taka żeby się dodzwonić do czasów bez internetu. Tylko o co spytać jeśli ktoś odbierze? Jak zacząć rozmowę? Witam, ja z ankieta – jak tam zdrowie u Pana? Jak u Was smakują pomidory?

-A kupi Pan winylka? – te słowa wyrwały mnie z zadumy nad telefonem, będącym z innej epoki, innego wymiaru jakby.

-Rockowe tez mam. Zeppeliny, Hendriksy i takie o – powiedział starszy facet w kaszkiecie, trzymając w reku płytę Europe z singlem Final Countdown. Za jego plecami wystawa, stare plakaty po  dwadzieścia złotych, na grubej tekturze ponaklejane, a u jego stop winylowy asortyment. Nurkuje  w te kartony wypchane płytami. Czas zwalnia a gęba ucieszona, miał rockowe.

-Nie mam na czym posłuchać – mówię.

-Załatwi się. Taki z mocnymi głośnikami. Japoński. Niedrogo – same konkretne informacje, sprzedawca roku. Przeglądam dalej, zliczam w myślach co najmniej trzydzieści tytułów wartych kupna, wybieram jedną na prezent, Iron Maiden – Killers.

Kto był chociaż raz na Winobraniu w Zielonej Górze natrafił pewno na handlarzy starociami.Wśród tych starych płyt można znaleźć prawdziwe perełki. Czarna płyta ma dusze, czarną płytę mieć wypada. I to nie jest nowa moda. Winyle są od zawsze.Trochę zapomniane przez wygodę srebrnych krążków i plików mp3. Właśnie, przez wygodę.

Statystyki sprzedażny potwierdzają, że ludzie wracają do słuchania muzyki a nie do kolekcjonowania empetrójek. Jak dotąd w 2013 roku w  samej tylko Wielkiej Brytanii sprzedano pół miliona winyli. W stosunku do roku poprzedniego to wzrost o ponad 100%. Winyle, to lepsza kopia muzyki bo każde nagranie to niedoskonały  zapis  zdarzenia muzycznego, które się odbyło. A oryginał tylko jeden, czyli wykonanie utworu przez muzyka. Gonitwa polegająca na próbach zbliżenia się do żywego dźwięku nie będzie miała końca. Analog jest zawsze o dwa kroki przed cyfra.

Wygoda i dostępność muzyki na CD, mp3 to dla większości rzecz oczywista. Zdania zawsze będą podzielone jednak statystyki nie kłamią. I cieszy oko widok trzynastolatka z winylami pod pachą, chociaż to widok jeszcze rzadki. Nie będę tu przytaczał technicznych zwrotów i parametrów aby tłumaczyć wyższość nad niższością bo ja wiem swoje.Muzyka z czarnej płyty ma więcej barwy, koloru, życia. Cyfra to plackowatość i brak oddechu w dźwięku. Nie dostrzegałem tego przez długi czas. A raczej nie dane mi było tego usłyszeć. Dziś przyznaję z dumą, że jestem wyznawcą czarnej płyty.

Odtwarzanie płyty analogowej to celebracja muzyki. Nie wykonujesz wtedy innych czynności, muzyka nie jest wtedy tłem to wszystko inne jest dodatkiem. Nie latasz ze ścierą po mieszkaniu, nie bijesz rekordów na rowerku stacjonarnym, po prostu słuchasz muzyki. Pozwalając sobie na to doceniasz siłę muzyki i talent jej twórców. To jedyny w swoim rodzaju rytuał, który wywołuje na nas większy wpływ niż wybór piosenki z listy odtwarzania mp3. Odsłuchiwanie muzyki w formacie analogowym ułatwia skupienie uwagi, jest doświadczeniem wielu zmysłów. Ważna jest okładka, a nawet zapach płyty, jej niedoskonała forma. Plików mp3 nie darzymy takim uczuciem. Winyle możemy kolekcjonować, eksponować w mieszkaniu, co staje się manifestem naszego zainteresowania muzyka.

Smutne jest to, że obecnie zmieniła się funkcja muzyki, która często np w filmach i grach stała się jedynie tłem. Mamy teraz nadmiar wszystkiego i niczego w kulturze co jest źródłem  „nieszczęścia”, cyfrowego pokolenia, które nam wyrasta. Nie potrafi ono odnaleźć nie tylko siebie a nawet tego co samo lubi. Płyta winylowa ma szanse przywrócić tę zachwianą równowagę. Jest mniej dostępna, gdy czegoś jest mniej i jest trudniej osiągalne bardziej to docenimy. Bo czy można cenić kilkaset GB muzyki w mp3, która po prostu jest bo tak naprawdę nigdy jej nie słuchamy?

5 komentarzy

  1. ktomasz999 · 6 listopada 2013 Odpowiedz

    Pożyczyłem kiedyś odtwarzacz do płyt analogowych. I teraz żałuję. Ale nie oddam swojej kolekcji bajek z dzieciństwa, klasyki z młodości i reggae – też z owej młodości. Winyl brzmi „prawdziwie”, nie jest syntetyczny, jak płyta CD.
    Pewnie kupię odtwarzacz, do podpięcia do usb, taki – też sztuczny…
    Winyl, ech te czasy…
    Pozdrawiam.

  2. ktomasz999 · 6 listopada 2013 Odpowiedz

    …a różnicę pomiędzy dźwiękiem płyty i mp3 słychać nawet w samochodzie…
    :)

  3. ~lamusinska · 30 listopada 2013 Odpowiedz

    Gdy byłam nastoletnim dziecięciem nie było mnie było stać na CD Sinatry, a i ich dostępność w moim mieście była skąpa. Wyszperywałam więc winyle. Posłuchać mogłam ich najwyżej raz w tygodniu na gramofonie u siostry, ale to było COŚ. Kompaktami Sinatry mam teraz zawalona półkę, ale winyle ciągle wyhaczam i co ładniejszymi obwieszam ściany. I co raz częściej mi się tęskni żeby posłuchać ich znowu.

Zostaw odpowiedź