Mam demona w sobie i mam na to papier.

Gdy dopadnie Cie coś bardziej upierdliwego niż przeziębienie, ból głowy czy zęba zaczynasz kombinować. Jeśli jest to coś przewlekłego, masz przesrane. Kombinować trzeba, jeśli chcesz mieć w miarę normalnie albo chociaż tak jak było przed choróbskiem, bo prochy i zabiegi przeróżnej maści to chwilowa ulga. Nie interesuje  Cie już ciągle zaleczenie problemu, pragniesz cudu uzdrowienia, kodu dostępu żeby zalogować się na powrót tam gdzie było Ci dobrze czyli do ZDROWEGO ŻYCIA. Tylko co to dzisiaj tak naprawdę znaczy zdrowe życie?

Gdy tak śmigam wózkiem po marketowych alejkach i czytam skład kupowanych produktów – jedna myśl: ktoś chce mi zatruć życie i nieźle na tym zarobić. Jadąc później przez miasto mijam tyle samo aptek co i banków – ktoś chce mnie odtruć wciskając tony prochów, żebym poczuł się jak młodziak i brał kredyty na rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebuje. Ktoś, tylko kto? ONI, zawsze są jacyś Oni. A Ci ONI to tak naprawdę My. To Ja, Ty i Ty. I jak tu zdrowo żyć w takiej społecznej schizofrenii? Da się?

Próbowałem już różnych kuracji i zaklęć żeby zbliżyć się chociaż trochę do tego zdrowego życia. Byłem z wizytą u SPECJALISTÓW i „specjalistów” u znachorów i ludzi z mocami tak mocnymi, że głowa mała. Kazali mi pić wodę utleniona na czczo, sok z surowych ziemniaków trzy razy dziennie, siemię lniane na noc gotować, okłady z kapusty czynić i mlecz na łące zrywać a następnie kroić go jak szczypiorek na kanapki. Ćwiczenia na drzwiach wykonywać, które na kręgosłup dobre, bo to przecież jego wina, bo na nerwy uciska i stad te moje choróbska. Znosiłem to wszystko dzielnie, wierząc, że po ścieżce uzdrowienia podążam aż dostałem wydruk na którym napisano, że mam demona w sobie.

Na czterech kartkach, czarno na białym i w tabelce nawet wszystko dokładnie wypisane. Według tego ja jako JA składam się z duchów w mocy umysłu sztuk 49, duchy kosmiczne 44, duchy domowe 38, duchy w pracy 24 a moja osobowość to -25.

Jak to –25? To ile jest jeszcze mnie we mnie? Nie ma już mnie jestem tylko zbiorowiskiem duchów i to jeden z duchów domowych pisze tego bloga? Mało tego, napisali mi tutaj, że wszelkie choroby przewlekłe, u mnie CU, które ludzi się czepiają to nie ich  tylko tych duchów i trzeba je wygonić to i choroba odejdzie. No masz, opętało mnie. Duchy czy demony jakieś, chorowite w dodatku…?!?

Market, sześciopak mocnego piwa, głupia komedia w TV, reset.

Gdy czytałem, te wydruki na kacu konkretnym bo i wódki do tego piwa dolałem w całym tym przygnębieniu, że nie ma już mnie a nawet jest mnie -25, coś mi zaczęło świtać. Ale trzeba się chwile cofnąć żeby wyjaśnić skąd ten papier na posiadanie demona czy tam duchów do mnie dotarł.

-Słuchaj brat, jest taki radionik, znamy go przez Przemka. Podleczył moje dzieciaki i męża. On tylko włosy Twoje potrzebuje, nawet z brody mogą być tylko tak z 2 cm długości żeby miały. Co Ci szkodzi spróbować ?

-Radio kto?

-Radionik. No… też taki znachor, uzdrowiciel jakby. Na podstawie włosów ustali jaka przyczyna choroby  i co z tym robić żeby się wyleczyć.

Tutaj nastąpiła nudniejsza cześć rozmowy, której cytować nie będę czyli siostrzane marudzenie, że dla Twojego dobra, że tamto i sramto aż w końcu:

-Dobra. Gdzie przyjmuje? Ile kasuje za wizytę?

-Nie ma gabinetu, nie robi tego jakoś oficjalnie. Za Finlandię Wiśniową zbada Twoje włosy i powie co dalej. Nawet nie musisz się  z Nim spotykać.

-Diagnoza za flachę, tego jeszcze nie było. Wchodzę w to –powiedziałem, postępując według instrukcji a siostra zapewniła mnie, że to nie żarty i nie potrzebuje flaszki na imprezę. OK.

Instrukcja: garść włosów swoich, długości powyżej 2 cm wrzuć do koperty, zaklej dokładnie. Ważne żeby nikt inny oprócz Ciebie niedowiarku nie miał z nimi kontaktu. Na kopercie imię, nazwisko, data urodzenia i nie zapomnij o flaszce, Finlandia Wiśniowa, koniecznie wiśniowa.

Przyznam się, że na początku mnie to śmieszyło, później ciekawość wygrała ale tą flaszkę to i tak kupiłem dopiero dwa tygodnie później po przekazaniu włosów. Faktycznie, tego radionika-uzdrawiacza nawet na oczy nie widziałem. A wspomniany wcześniej wydruk składa się z 4 kartek, dwie A4, dwie formatu A5 a na nich:

-Kwestionariusz pacjenta uzdrawianego i /lub egzorcyzmowanego (tak, dobrze widzisz – egzorcyzmowanego)

-Objaśnienia do kwestionariusza pacjenta uzdrawianego i /lub egzorcyzmowanego

-Miara oceny: jaka jest obecnie osobowość badanej osoby( z obcymi bytami)?

-Oznaki opętania

- Dlaczego duchy zostają

Informacji zawartych na tym wydruku starczyło by na kilka długich wpisów. I teraz mam dylemat czy ciągnąc dalej ten temat. Z jednej strony powinienem żeby naświetlić całą sytuacje. Z drugiej strony może lepiej w tym miejscu zakończyć i zostawić czytelnika z domysłami co tam może być napisane. Mam demona w sobie i  mam na to papier :)

CDN lub nie.

10 komentarzy

  1. ktomasz999 · 30 listopada 2013 Odpowiedz

    Pewnie, że masz. Ja bym ci wystawił na to papier z pieczątkami, za piwo.
    :)

  2. ~paczucha · 30 listopada 2013 Odpowiedz

    Za jedną flachę tyle informacji !!! Toż to jak za darmochę. Ciekawa jestem co mój włos powie. Zapewne, nie farbuj mnie więcej, spalony jestem zupełnie. Pokłony.

  3. ~lamusinska · 30 listopada 2013 Odpowiedz

    Ja Cię proszę kontynuuj, to lepsze niż książka którą teraz czytam!

  4. ~Maks · 1 grudnia 2013 Odpowiedz

    Kiedyś śmiałem się z takich rzeczy, ale zdarzyło się, że trafiłem do takiego magika z wahadełkiem. Powiedział, że mam chorą wątrobę i kamienie w nerce. I postawił prawidłową diagnozę. Chodziłem wcześniej przez kilka miesięcy do różnych lekarzy, ale żaden nie wiedział co mi dolega. Z kamieniami w nerce to nie sprawdziłem tego, ale zrobiłem badania wątroby i rzeczywiście były złe wyniki! Po kilkumiesięcznej terapii ziołowej zaleconej przez magika zrobiłem badania wątroby i wyniki wyszły bardzo dobre. Zniknęły też złe objawy jak ból głowy czy codziennie podwyższona temperatura ciała.
    Magik, do którego poszedłem dużo mi pomógł w poprawie stanu zdrowia, ale na pewno nie brakuje takich magików, wróżbitów itd., którzy są zwyczajnymi oszustami i naciągaczami.
    Pozdrawiam:)

    • uglywriter · 26 stycznia 2014 Odpowiedz

      To fakt, mam dowód na swoim przykładzie.Wyleczyłem się pijąc wodę utleniona z paskudnej choroby.Groziła mi operacja usunięcia jelita grubego.Warto próbować.

  5. Szczygi · 18 grudnia 2013 Odpowiedz

    Flacha za leczenie? To lubię – zwłaszcza w trakcie leczenia. Pisz szybko diagnozy i resztę zawartości koperty.

    P.S: To nie był Harry z Tybetu z „Chłopaki nie płaczą”?

  6. uglywriter · 26 stycznia 2014 Odpowiedz

    hehe nie, postawny Pan Ryszard z okolic Gorzowa Wlkp.

Zostaw odpowiedź