G jak garnek, B jak Bałtroczyk.

Wygrałem ostatnio na loterii kulinarno-kabaretowej. Tak, są takie loterie i atakują Cie znienacka niczym pierwsze ukąszenie komara latem z tą różnica że one próbują zassać Twoją gotówkę. Zaatakowany zostałem publicznie, przy wielu świadkach pchających swoje wózki z zakupami w kierunku parkingu.

-Proszę tutaj, taka loteria, jak pan wygra to proszę do nas na ławeczkę powiemy co dalej.

Zdrapkę dostałem. Moja druga połówka zginęła gdzieś w dziale odzieżowym wiec miałem chwile aby sobie podrapać i wygrałem. Nie tylko ja trafiłem do grona szczęśliwców, musiałem ustawić się w dość długiej kolejce do ławeczki którą okupowały dwie urocze hostessy. Z pewnością wygrali wszyscy mający szanse sobie podrapać ale  taka natura człowieka, że jak ma napisane, że wygrał to pójdzie i zobaczy o co chodzi.

A chodziło o bilety na występ Bałtroczyka poprzedzony prezentacja kulinarna.

-O co chodzi? – spytała moja połówka z nową parą kapci w ręce i z podejrzliwym spojrzeniem. Stałem już sam koło ławeczki  a na  niej dwie urocze hostessy, jedna wręcza mi dwa bilety na Bałtroczyka i prosi o numer telefonu, będą dzwonić żeby potwierdzić przybycie.

-O Bałtroczyk, fajnie. A gdzie to będzie? – podejrzliwość ustępuje uśmiechowi, maja nas.

-Państwo razem, proszę tu dla Pani jeszcze dwa bilety. Ostatnie, tylko numer telefonu dla potwierdzenia potrzebujemy.

-Ejjj…to niesprawiedliwe, Ty nie drapałaś.

-Cicho, na kabaret pójdziemy, może mamę wezmę.

No ładnie, jeszcze przyszła nie doszła teściowa się załapie – pomyślałem i ruszyłem w kierunku wyjścia. A podczas naszej pielgrzymki po okolicznych marketach i sklepach związanych z lista zakupów natrafiliśmy jeszcze na kilka takich akcji biletowych. Nie, dziękuje, już mamy, teściowa będzie, wystarczy.

I nastał ten dzień, wtorek na 20sta w mojej starej szkole. Czyli pewno przez godzinę będą próbowali wcisnąć nam  garnek a potem Bałtroczyk, występuje sam wiec koło 22:30 będziemy w domu. Można iść.

I poszliśmy a przyszła niedoszła teściowa nie doszła i dobrze.

Gdyby nie Bałtroczyk olałbym tą akcje ciepłym moczem. Jak się okazało trochę się wycierpiałem żeby na jego występ dotrzeć. Współtowarzyszy niedoli było wielu bo znaczna większość poszła tam w sprawie Bałtroczyka a nie dla zestawu naczyń do gotowania, pieczenia i smażenia firmy której nazwy nie wspomnę bo szkoda klawiatury na jej wklepywanie.

Do pięciu klas zapędzono po 30 osób spragnionych kabaretu i dla niektórych to już był kabaret, taki swego rodzaju support przed gwiazda wieczoru. Trafiliśmy akurat do klasy w której kiedyś próbowano uczyć mnie rysunku technicznego. Miło bo kilka fajnych wspomnień powróciło. Na ten przykład pytanie ucznia do nauczyciela prowadzącego:

-Dlaczego my mamy rysować na bloku technicznym używając linijek, kątomierzy, cyrkli, męczyć się z tym a Pan na tablicy, koślawo od ręki, te rzuty nam rysuje?

-A od czego mam kurwa rysować? Od nogi?

Taka to szkoła była.

Gdy już zasiadłem na krześle  wręczono nam do wypełnienia formularz. Jeśli go nie wypełnimy nie weźmiemy później udziału w losowaniu wejściówki VIP na występ Bałtroczyka – zrozumiałe, że wypełniłem. Swoje dane, nr tel a z tyłu podaj cztery imiona i nazwiska znajomych ich nr tel i miejscowość. Nazwiska podałem, ale numery telefonów z listy tych nieaktualnych, czyli do osób, które od kilku lat  żyją w innym lepszym kraju  używając innej lepszej telefonii. I zaczęło się.

Pieprzenie jakie to te naczynia nie sa zajebiste i jak bardzo je potrzebuje bo tak mocno dzięki nim zaoszczędzę prądu, gazu, wody, czasu, nerwów. Już półtora godziny pieprzenia a Bałtroczyka nie widać ani nie słychać. Nudne to było jak ten wpis, który czytasz. Ziewłem.

Zmasowany atak, próby i podchody żebyś kupił, na raty, na już – teraz, udało nam się odeprzeć wzorowo.W klasie 30 osób czekających na Bałtroczyka i 5 jak te hieny czyhające,  aby odebrać zdrowy rozsądek, wzbudzić pożądanie kuchennej odmiany i wcisnąć garnek, patelnie, szybkowar, parowar. Najpierw przyjazna rozmowa, co jecie? jak to gotujecie ? Jest okazja, deal do zrobienia jedyne 2000 z groszami w ratach, promocyjne , tylko dzisiaj, tylko teraz, już, pokaż kto tu rządzi, pokaż że Cie stać, na prezent dla żony, dla wnuczka. Ach ileż możliwości – dwa tysiące – pomyślałem, weekend  w górach, rower górski bo ten ledwo zipie, telewizor?

Za garnek dwa tysiące – a zdrowyś Ty na umyśle? – myślałem śmiejąc się hienie prosto  w ten chciwy ryj. Bosko.

Pierwszy atak nieudany. Kolejny -  losujemy wejściówkę Vipowską na Bałtroczyka. Pani hiena od patelni zawiedziona ale z nadzieja jednak, że jeszcze da rade wyrobić dniówkę, że komuś wciśnie ta patelnie, garnek, szybkowar, parowar taki zajebisty przecież.

-Mamy zwycięzce proszę państwa! – i czyta moje nazwisko.

Moja połówka rzuciła we mnie TYM spojrzeniem – RZĄDZISZ MAN. Wstałem dumnie, podziw na oczach całej klasy, tej klasy, warto, warto było. Wejściówka Vipowska w pierwszym rzędzie dla dwóch osób. Warto było, ale to jeszcze nie koniec. Oj nie, Bałtroczyk nacierpiałem się dla Ciebie.

-Zapraszamy Pana i przeuroczą towarzyszkę do rozmowy z Panem Robertem – kolejny atak.

Pan Robert, diament wśród sprzedawców, takie przynajmniej sprawiał wrażenie, postawny facet w dobrze skrojonym garniaku i uśmiechem takim że banana przyłożysz. Spotkałem już raz takiego, w drzwiach do mieszkania moich rodziców, z nożami w ręku. Tak było.

-Witam Pana serdecznie chciałbym zapytać jakich noży Pan używa i czy jest Pan z nich zadowolony? Bo ja tu mam dla Pana ofertę nie do odrzucenia, noże takiej firmy – nazwy nie wspomnę, szkoda klawiatury na jej wklepywanie – wykonane taka i taka technika, co tu będę dużo mówił, nie do zajebania. Naprawdę warto, nie stracisz Pan.

Nawijał tak z dobre 10-15 minut, dobry w tym był. Co tu będę dużo mówił – mówił, ale jednak mówił i to tak jakby od posiadania tych noży właśnie zależało  moje dalsze życie. Aż w końcu:

-Tylko teraz, tylko dzisiaj drogą loterii może je Pan wygrać. Proszę podać liczbę od 1 do 10, jeśli Pan trafi, komplet tych zajebistych noży należy do Pana.

-Sześć – wydukałem odruchowo, dobry był. Tak mi nagadał, że potrzebowałem tych noży, właśnie tych. Miałem wtedy lat szesnaście, moje kuchenne rewolucje kończyły się na gotowaniu wody na herbatę, ale musiałem mieć te noże.

-Brawo! Gratuluje! Wygrał Pan! – poczułem się jak w teleturnieju kurna – Zejdę do samochodu po komplet dla Pana bo ten jest pokazowy.

Za moimi plecami  przez cały czas stał mój ojciec i obserwował wszystko z uśmiechem. Wygrałem.

-Proszę tu dla Pana tylko, zestaw noży nie do zajebania. Jedyny koszt to 150zł za serwis w ramach którego nasz człowiek  w każdej chwili przybędzie żeby je Panu zaostrzyć w razie potrzeby.

-Wy……laj! – powiedział stanowczo ojciec i noże zniknęły za drzwiami.

Wyciągnąłem wnioski z lekcji, którą tato  mi dał . Siedząc obok Pana Roberta – diament wśród sprzedawców – który produkował się lepiej niż nożownik, układałem w głowie listę zakupów. Nie było na niej garnków i patelni za kilka tysięcy, ale kilka produktów potrzebnych do przygotowania smacznej kolacji dla mojej ukochanej aby sprawić jej radość gdy wróci po ciężkiej inwentaryzacji w pracy.

O 22:30 zaczął się występ Bałtroczyka na hali sportowej. Planowo o tej porze mieliśmy wrócić do domu a wróciliśmy grubo po północy i warto było. Dawno się tyle nie naśmiałem co na tym występie, facet wie co robi i robi to z pasja. Pomimo tego, że to była chałtura – występ po garnkach, sprzedał mi swój program w taki sposób, że Bałtroczyka polecam każdemu, bo warto :)

8 komentarzy

  1. ktomasz999 · 12 grudnia 2013 Odpowiedz

    Najbardziej mi szkoda samego Bałtroczyka, że musi (wątpię, żeby chciał), pewnie dla kasy, firmować tego typu przedsięwzięcia.
    Widziałeś film „Witajcie w Raju”? – To o Amway’u i jego metodach socjotechnicznych. Film może jest jeszcze gdzieś w necie, bo Amway wygrał proces z producentem filmu i musieli ściągnąć z YouTube’a.
    Sam nie umieszczam reklam na pasku bocznym, mam gdzie indziej zarobić.
    Artyści nie zawsze mają ten luksus.
    Stąd garnki.
    A twój Ojciec, to mądry człowiek – to „spierdalaj”…
    Pozdrawiam.

    • uglywriter · 17 grudnia 2013 Odpowiedz

      Tak, tato dał mi wtedy dobrą lekcje.Człowiek jest bardzo podatny na różnego rodzaju sugestie, socjotechniki dlatego trzeba się pilnować.

  2. ~amanda · 15 grudnia 2013 Odpowiedz

    mój Boże, po takim rozpoczęciu i męczarni chyba nie mogło być źle :) mnie by nawet karol starsburger już wtedy bawił, podejrzewam. a bałtroczyka też lubię, jest zabawny w taki niewymuszony, naturalny sposób :) pozdrawiam!

  3. ~amanda · 19 grudnia 2013 Odpowiedz

    w oczekiwaniu na jakieś nowe posty wyróżniłam Twojego bloga w Liebster Blog Awards- http://mamandam.blogspot.com/2013/12/38-liebster-blog-awards.html :))

  4. lamusinska · 19 grudnia 2013 Odpowiedz

    Czasem występ takiego”chałturnika” jest więcej warty od megashow okładkowej gwiazdy. Też bym się dla Bałtroczyka pomęczyła przy garach;)

  5. ~Maks · 19 grudnia 2013 Odpowiedz

    Nominowałem Cię do Liebster Blog Award:)
    Po więcej informacji zapraszam na: http://wyjscie-z-jaskini-na-slonce.blogspot.com/2013/12/nominacja.html
    Pozdrawiam:)

Zostaw odpowiedź