Jechane. Byle nie za ostro.

Posuniętym wiekowo autkiem, kończy 16 lat, pokonywałem  ostatnio S3 i smutne zdarzenie natchnęło mnie do tego wpisu.

Wszyscy, którzy mieli przyjemność, bądź nieprzyjemność, być wożeni przeze mnie autem w znacznej większości przyznają – mistrzem kierownicy to ja nie jestem. Będą również gotowi zeznać, że jeżdżę zazwyczaj powoli, raczej przepisowo, ostrożnie i co również trzeba zaznaczyć – jestem uprzejmy dla większości innych użytkowników asfaltu i wszelakich dróg, bardziej i mniej dziurawych. Podsumować można to w ten sposób – jestem typem faceta, któremu pokonanie trasy nie zajmuje mniej niż sugeruje nawigacja.

Bywa i tak , że wlecze się za mną sznurek samochodów. I wiesz jak jest, ograniczenie do 90, ale powinno się jechać 120 – niepisane prawo szosy. Gdy doganiają mnie tacy jeżdżący-szybko-ale-bezpiecznie   zaczyna się gra, wyprzedzanie na zakrętach, na podwójnej, „na czółko” itp, itd.

Ciekawa rzecz – w 90% przypadków kierowca: który właśnie zaryzykował życie, wyprzedzając mnie pod górkę, ledwo unikając czołówki z TIRem, pędzi później całe 4km/h szybciej ode mnie. Ten mistrz kierownicy taki „ucieka mi” w tempie takim, że na najbliższych światłach, skrzyżowaniu, bramce, przejeździe – niepotrzebne skreślić – i tak go doganiam. OK, może i jest te trzy, cztery samochody przede mną, ale i tak stoi w tej samej kolejce, sznureczku co ja.

Po kiego ten pośpiech? Po co to ryzyko?!

Braki w adrenalinie? Mało dreszczyku emocji?  Proponuję skok na bungee – tam jak coś pójdzie nie tak ucierpi tylko bezpośrednio zainteresowany. Trenuj boks, dostaniesz po ryju kilka razy  to szybko wyhamujesz. Nie masz poszanowania dla swojego życia, twój wybór, ale szanuj moje życie do diaska, że tak się wyrażę brzydko.

Planującym podroż przypominam o kruchości własnego losu, zwłaszcza na drodze. Bo takie mission impossible to fajnie ogląda się tylko na filmach, w realu główny bohater nie kończy z kilkoma siniakami.

Od 5-15 minut rezerwy na każdą godzinę planowanego przejazdu i o tyle wcześniej wyruszyć – prosta zasada. Nie trzeba wtedy strzępić sobie języka i rzucać fuckami w gościa, który jedzie 86,6km/h mimo, że ograniczenie do 90. I nie ma już potrzeby wyprzedzania w kretyński sposób, ryzykując bezpieczeństwem swoim i innych. Dotrzesz te kilka minut później, ale nadal przed czasem. Naprawdę tak ciężkie do ogarnięcia?

Nie bronię kierowców utrudniających ruch powolna jazda. Nie lubię ich tak samo jak każdy. Jednak zdecydowanie zaznaczam JAZDA ZGODNIE Z PRZEPISAMI w moim słowniku utrudnianiem ruchu nie jest. A każdy kierowca ma OBOWIĄZEK dostosować styl jazdy do warunków na drodze – to, że nam wydaje się, że na danym odcinku można jechać szybko nie oznacza, że pobliscy kierowcy muszą podzielać nasze zdanie. Każdy może się mylić.

Na szczęście żyją wśród nas jeszcze kierowcy, którzy są świadomi ograniczeń swoich i swojej maszyny. Kierowcy ceniący swoje życie i zdający sobie sprawę z istnienia zjawisk takich jak zachowanie pędu i tarcie. To sól ziemi naszej, która rozumie, że „dojechać” jest dużo ważniejsze od „dojechać szybko”. Dlatego apeluje na tym skromnym blogu – nie denerwujcie się, gdy następnym razem dogonicie faceta jadącego trochę wolniej niż „powinien”. Zwolnijcie, poczekajcie na dobrą prostą, na której bezpiecznie wykonacie manewr wyprzedzania, a robiąc to oddajcie salut, albowiem prawdopodobnie mijacie weterana walki o własne życie na polskich drogach. Albo mnie.

14 komentarzy

  1. ~Kamson.pl · 22 lutego 2014 Odpowiedz

    Fajny tekst. Również jestem za jazdą zgodną z przepisami. Często bywa tak, że ci, którzy jadą wolniej, szybciej dojadą do celu – jakkolwiek to rozumieć.

  2. ~Maks · 22 lutego 2014 Odpowiedz

    Pocieszające jest to, że w Polsce coraz mniej osób ginie w wypadkach drogowych. Ale niestety debili na drogach nie brakuje. Miałem znajomą, która zginęła w wypadku samochodowych, mimo że siedziała z tyłu i miała zapięta pasy. Ale kierowca jechał tak szybko, że nie miała szans.

  3. ktomasz999 · 22 lutego 2014 Odpowiedz

    Nie lubię jeździć szybko, chociaż czasami przekraczam dozwoloną prędkość. Nie znoszę typów, którzy siedzą mi na zderzaku, próbując pospieszyć. – To nic nie daje, a niechbym musiał nagle zahamować -mała radocha, że wypadek nie był z mojej winy.
    Są jednak miejsca, gdzie ograniczenia już dawno powinny być ściągnięte, takie olewam.
    Pozdrawiam.

    • uglywriter · 26 lutego 2014 Odpowiedz

      Wczoraj na osiedlowej krzyżówce facet wymusił pierwszeństwo.Trzeba było mi w porę nie hamować to był sobie nieźle autko za ubezpieczenie wyremontował.

  4. ~lamusinska · 22 lutego 2014 Odpowiedz

    16 kat – to jeszcze nastolatek, mój ten okres ma już niestety za sobą;) Sama też staram się jeździć przepisowo, ze względów o których pisałeś, ponadto zawsze sobie wyliczam, że zamiast mandatu mogę kupić nową, piękną, mięciutką parę butów. To mnie zawsze trzyma w ryzach – kobieca logika;) Jest jedna rzecz której wyjątkowo nie mogę zdzierżyć – zmienianie pasa na skręcie, bez kierunkowskazu i bez patrzenia czy nic z tyłu nie jedzie. Czy to takie trudne ustawić się od razu na odpowiednim pasie, tudzież upewnić się że akurat można? Tym bardziej, gdy po wyjechaniu na prostą, spokojnie można ten pas zmienić. Autentycznie mam wtedy ochotę zatrąbić takiego na amen.

  5. ~paczucha · 25 lutego 2014 Odpowiedz

    spiesz sie powoli – powiedzenie to jest tu jak najbardziej na miejscu.

  6. ~grafitowy · 26 lutego 2014 Odpowiedz

    Lepiej jechać powoli, a dojechać do celu. Życie ma sie tylko jedno, więc należy je szanować.
    Natomiast narwańcy zawsze będą na szosach, a także i w innych dziedzinach życia.

Zostaw odpowiedź