Być.Tu i teraz.

meditaion rasta

Żyjemy w ogromnie zabieganym świecie. Tempo życia jest szalone, nasze umysły ciągle zajęte, zawsze coś robimy.

Zastanówcie się przez chwilę, kiedy ostatnio zdarzyło się wam posiedzieć bezczynnie? Choć 10 minut spokoju? Chodzi mi o całkowitą bezczynność. Żadnych e-maili, SMS-ów, Internetu, telewizji, gadania, jedzenia ani czytania, nawet wspominania przeszłości, czy planowania przyszłości. Nie robić zupełnie nic. Pewnie musicie cofnąć się daleko w przeszłość.

To niezwykłe, nasz umysł. Najbardziej wartościowy i cenny, dzięki któremu doświadczamy każdej chwili, na którym polegamy, by być szczęśliwymi, spełnionymi, emocjonalnie stabilnymi, przy tym miłymi, troskliwymi i delikatnymi dla innych. Od tego samego umysłu zależy nasza koncentracja, kreatywność, spontaniczność i sukcesy we wszystkim, co robimy. A jednak go zaniedbujemy. Częściej zajmujemy się samochodami, ubraniami i włosami może nie włosami, ale wiecie, o co mi chodzi…. pierdołami.

Jesteśmy przez to zestresowani. Umysł przypomina trochę pralkę, wiruje w nim wiele trudnych, skomplikowanych emocji. Nie wiemy, jak sobie z nimi radzić i rozpraszamy uwagę tak, że stajemy się nieobecni w świecie, w którym żyjemy. Przegapiamy rzeczy najważniejsze, a co dziwne, każdy zakłada, że tak już jest i trzeba do tego przywyknąć. Ale życie nie musi tak wyglądać.

Miałem jakieś 13 lat, kiedy poszedłem na pierwszą lekcję medytacji. Lekcja była bardzo stereotypowa, siedzenie po turecku na podłodze, kadzidła, ziołowa herbata, wegetarianie. Szła tam moja kuzynka, poszedłem z nią z ciekawości. Widziałem też kilka filmów kung-fu i myślałem, że nauczę się tam latać, byłem wtedy bardzo młody. W tym czasie, jak wielu ludzi, traktowałem to jak aspirynę dla umysłu. Postresujesz się, trochę pomedytujesz. Nie pomyślałem, że może być to środek zapobiegawczy, aż do mniej więcej dwudziestych  ósmych urodzin, kiedy to wydarzyło się wiele poważnych rzeczy, które postawiły mi życie na głowie i nagle głowę zalały mi myśli, i trudne emocje, z którymi nie umiałem sobie radzić. Gdy udawało mi się wyciszyć jedną, w jej miejsce powracała inna. To był okres pełen stresu.

Każdy z nas inaczej radzi sobie ze stresem. Niektórzy uciekają do pracy, wdzięczni, że odciąga ich uwagę od problemów. Inni szukają wsparcia u przyjaciół czy rodziny. Niektórzy zaglądają do kieliszka, zaczynają brać leki. Jeszcze inni i zwłaszcza ostatnio jest to bardzo widoczne, uciekają w nadmierna aktywność fizyczna. A ja zwolniłem tempo i zacząłem uczyć się medytacji.

Ludzie często pytają, czego się odtąd nauczyłem. No cóż, trochę się zmieniło i wiem, że to dopiero początek. Bardziej doceniam i lepiej rozumiem to, co tu i teraz. Zamiast gubienia się w myślach, rozkojarzenia przytłoczenia trudnymi emocjami, uczę się, jak żyć tu i teraz, jak żyć świadomie, być obecnym.

Myślę, że nie doceniamy teraźniejszości. Brzmi zwyczajnie, ale spędzamy w niej tak mało czasu, że staje się dla nas niezwykła. Naukowcy przedstawili wyniki badań, z których wynika, że gubimy się w myślach średnio przez 47% czasu. Czterdzieści siedem procent! Takie błądzenie umysłu jest też bezpośrednim źródłem braku szczęścia. Nie żyjemy zbyt długo, więc spędzanie połowy życia na zagubieniu w myślach i potencjalnym niezadowoleniu dla mnie brzmi dość tragicznie, szczególnie, że możemy to zmienić, pozytywną, praktyczną, dostępną, naukowo potwierdzoną techniką, która dodaje umysłom zdrowia, świadomości i skupienia. A co najlepsze, choć zajmuje tylko 10 minut dziennie, ma wpływ na całe nasze życie. Ale musimy wiedzieć, jak to robić. Potrzebujemy ćwiczeń i podstaw do pogłębienia świadomości. To właśnie medytacja.

To zaznajamianie się z tym, co tu i teraz. Musimy też wiedzieć, jak do tego dążyć, aby wydobyć to, co najlepsze. Wielu ludzi zakłada, że medytacja to hamowanie myśli, pozbycie się emocji, czy kontrolowanie umysłu, nic bardziej mylnego. Chodzi o zrobienie kroku w tył, lepsze odczytanie danej myśli, obserwowanie, jak przychodzi i odchodzi, bez osądzania, za pomocą zrelaksowanego, skupionego umysłu.

Zazwyczaj, gdy uczymy się być świadomi, rozprasza nas jakaś myśl. Powiedzmy, że jest niepokojąca. Zauważamy ją nagle i myślimy: „Nie wiedziałem, że to mnie martwi”. Wracamy do niej, powtarzamy ją. „Martwię się. Ależ ja się martwię”. I  zanim się spostrzeżemy, niepokoi nas to, że czujemy niepokój. To szalone. Robimy to cały czas. Pomyślcie na przykład o tym, kiedy ostatnio ruszał się wam ząb. Wiecie, że się rusza i boli. I co robicie co 20, 30 sekund? Mamroczemy pod nosem ”Boli, boli”. Sami się nakręcamy. Powtarzamy sobie coś w kółko.

Tylko przez naukę obserwacji umysłu uda nam się odegnać te myśli. Ale gdy już usiądziemy i spojrzymy na umysł, możemy zobaczyć różne rzeczy. Umysł, który jest wiecznie niespokojny. Nie dziwcie się cielesnemu niepokojowi, gdy siedzicie bezczynnie i odczuwa to umysł. Może wasz umysł jest znudzony, taki prawie mechaniczny, jakbyście działali na zasadzie pobudka, praca, jedzenie, sen, pobudka, praca. To może też być jedna natrętna myśl, wirująca w koło w waszym umyśle. Cokolwiek by to nie było, medytacja pozwala cofnąć się o krok, aby uzyskać szerszą perspektywę, zobaczyć, że nie wszystko złoto, co się świeci. Nie możemy zmienić każdego zdarzenia, ale możemy zmienić jego doświadczanie. To właśnie jest moc medytacji, świadomości. Nie musicie palić kadzidełek, ani oczywiście siedzieć na podłodze. Wystarczy poświęcić 10 minut dziennie i cofnąć się o krok, oswoić z chwilą, aby doświadczyć głębszego skupienia, spokoju i przejrzystości w waszym życiu.

Dobrej niedzieli :)

uglywriter

15 komentarzy

  1. ktomasz999 · 18 maja 2014 Odpowiedz

    Ja czasami patrzę sobie na kaktusy na parapecie. Wydaje mi się, że nie myślę. staram się coś napisać, dla higieny umysłu. – Wtedy trzeba się wyciszyć, zastanowić…
    To nie jest medytacja, ale chyba coś podobnego.
    Pozdrawiam.

  2. ~Głupiomądry · 18 maja 2014 Odpowiedz

    Mój przyjaciel zwykł mawiać: „Zwolnij tempo, bo mogą cię nie zauważyć”. Muszę przyznać, że często gonię za światem, ciągle na coś czekam, ciągle mi się coś przypomina. Żałuję strasznie że nie umiem afirmować chwili w dowolnym momencie. Udaje mi się to czasami, np. obserwując jakieś zajście które mnie zachwyci.

    Pozdrawiam

  3. ~Mona Lisa · 19 maja 2014 Odpowiedz

    Coś w tym jest, co piszesz – nerwy, stres, codzienna bieganina… Większość ludzi bierze zbyt wiele na swoje barki i ma wyrzuty sumienia, jeśli usiądzie na chwilę bezczynnie. Myślę, że do wielu spraw przykładamy zbyt dużą wagę a to, co naprawdę ważne, gdzieś nam umyka. Bardzo mądry wpis, Uglywriterze. Miłego tygodnia :) .

  4. ~Maks · 19 maja 2014 Odpowiedz

    Bardzo ciekawy post:)
    Rzeczywiście, w dzisiejszym świecie wszyscy zapierdalają. Nie mamy czasu, by się zatrzymać i pomyśleć o czymś głębszym..
    Ja nigdy nie prowadziłem takiej stricte medytacji, ale lubię „pomedytować” leżąc w wannie czy idąc przez las.
    Pozdrawiam:)

  5. Bagietka · 21 maja 2014 Odpowiedz

    Medytacja? Brzmi kuszaco. Nigdy nie probowalam. Musze to zrobic.

  6. ~hegemon · 23 maja 2014 Odpowiedz

    Medytacja, klasyczna, siedząca – kilka podejść i na razie się nie udało. Natomiast bycie tu i teraz tak – gdy rano idę na kije do parku, gdy jestem w pięknych okolicznościach przyrody, albo gdy z aparatem fotograficznym podchodzę zwierzęta. Zapewne, to zbyt mało, ale zawsze więcej niż kiedyś :-)

  7. ~Aquarius · 24 maja 2014 Odpowiedz

    Jest to jeden z największych obłędów ludzkości, jedyna chwila która jest prawdziwa została wyparta. Od dziecka wbija nam się do głowy by planować i żałować… Szczęście dostępne gdy…, raj dostępny po…, a wszystko co najlepsze było lub będzie… Bzdura! Tak naprawdę spokój może być zawsze tylko i wyłącznie w chwili obecnej. Pomyśl jaki masz teraz problem? Jaka sprawa cię trapi? Rachunki, praca, bliska Ci osoba? Nie! Teraz czytasz komentarz na ciekawym blogu! Zauważ że każde zmartwienie zawsze, ale to zawsze, było lub będzie. Miałem dwa poważne wypadki samochodowe, zagrażające życiu (nic mi się nie stało) i powiem tylko tyle, to się działo, byłem w pełni obecny i nie mogłem tego nazwać problemem. Od jakiegoś czasu obserwuję córkę, niesamowite ile można się nauczyć od dzieci, one niemal zawsze są obecne tu i teraz, potrafią zainteresować się całym sobą kompletnie wszystkim, nawet sznurówką od buta podczas ubierania :)
    Medytacja to nie tylko nucenie mantry w ciemnej jaskini, medytacja to świadoma obecność, kiedy robisz to co lubisz, medytujesz. Mam różne takie czynności np. sprzątanie i mycie auta :) Jeżeli chodzi o coś mocniejszego, to proponuję bardzo fajne, zwłaszcza dla ludzi żyjących na wysokich obrotach myślowych, „dynamiczne medytacje OSHO” rewelacja! ( Nie lokuję produktu :) Pozdrawiam ciepło,

  8. ~Łysaga · 2 lipca 2014 Odpowiedz

    Uwielbiam medytację, choć zwykle na leżąco – łatwiej się skupić i można zaznać ciekawych stanów świadomości. Praktykuję od marca i od tamtej pory zaszło wiele pozytywnych zmian we mnie, właściwie to one cały czas zachodzą. Kiedyś miałam depresję, dziś doświadczam szczęśliwości z samego faktu istnienia. :) Następnym krokiem jest zapewne nieprzerwane bycie tu i teraz podczas każdej czynności. Pozdrawiam :)

Zostaw odpowiedź