Zwolnij, człowieku durny.

Slow down and enjoy life. It's not only the scenery you miss by going too fast - you also miss the sense of where you are going and why. (Eddie Cantor)

 

Świat, cały jaki znamy, ma jedna największa obsesje: SZYBKOŚĆ.

Upychanie wszystkiego w coraz mniej czasu, robienie wszystkiego szybciej. Ciągły wyścig z czasem.

Kiedyś numer się wykręcało, teraz jest szybkie wybieranie. Kiedyś czytaliśmy; teraz mamy szybkie czytanie. Kiedyś chodziliśmy; teraz mamy szybkie chodzenie. I oczywiście, kiedyś były randki, a teraz są szybkie randki. Nawet rzeczy, które są z natury powolne, też próbujemy przyspieszyć.

Mam kumpla, który bywa w wielkim świecie, niedawno był w Nowym Jorku i opowiadał mi, że jest tam  ośrodek fitnessu reklamujący nowe zajęcia wieczorne. Były to zajęcia, szybkiej jogi. Doskonałe rozwiązanie dla osób pracujących, narzekających na brak czasu którzy chcą, no wiecie, oddać pokłon słońcu, ale chcą na to poświęcić tylko 20 minut. Wiem, to są skrajne przykłady, są zabawne i można się z nich pośmiać.

Ale jest jedna bardzo ważna kwestia. Myślę, że w tym zwariowanym codziennym pędzie, często zapominamy o zniszczeniu jakie czyni życie jak maratończyk. Jesteśmy tak przesiąknięci kulturą pośpiechu, że prawie nie zauważamy, jak bardzo dotyka to każdego aspektu naszego życia. Zdrowia, diety, pracy, naszych związków, środowiska i społeczności. I czasami konieczny jest nagły alarm, prawda? Żeby uświadomić nam, że biegniemy przez życie, zamiast się nim cieszyć, żyjemy szybko, zamiast dobrze. Myślę, że dla wielu osób ten alarm odzywa się w postaci choroby. Sami wiecie – wypalenie – lub ostatecznie ciało mówi, „Już więcej tak nie mogę”, i się poddaje. Albo nasz związek obraca się w ruinę, ponieważ brakowało nam czasu, cierpliwości, lub spokoju, żeby być z drugą osobą, słuchać jej.

W głowie mam dwa pytania. Po pierwsze: jak doszliśmy do takiego tempa? Po drugie: czy jest możliwe, a wręcz pożądane, zwolnić? Jeśli pomyślicie, jak doszliśmy do tego tempa, na pierwszy plan wysuwają się znani podejrzani. Na przykład urbanizacja, konsumpcjonizm, miejsce pracy, technologia. Ale wydaje mi się, że jeśli przechodząc przez te siły dojdziemy do tego co jest głębiej, do ukrytego motoru, sedna sprawy, czyli tego jak myślimy o samym czasie. W innych kulturach czas ma charakter cykliczny. Jego przebieg postrzegany jest jako zataczanie wielkich powolnych kół. Wciąż się odnawia i odświeża. Tymczasem w kulturze Zachodu czas ma charakter liniowy. Jego zasoby są ograniczone, cały czas ich ubywa. To czego nie używasz, przepada. Czas to pieniądz, powiedział Benjamin Franklin. I myślę, że wpływ tego jest taki, że w naszej psychice tworzy się równanie. Czasu jest mało, więc co robimy? Cóż, przyspieszamy, prawda? Próbujemy zrobić więcej w coraz mniejszej ilości czasu. Z każdej chwili dnia czynimy wyścig do mety. Mety, do której nigdy nie dobiegamy, lecz mimo wszystko mety. Wydaje mi się, że kwestią jest, czy można się wyzwolić od tego sposobu myślenia? Na szczęście odpowiedzią jest TAK, ponieważ, gdy zacząłem się rozglądać, odkryłem, że jest światowy sprzeciw przeciwko kulturze, która twierdzi, że im szybciej tym lepiej, a bycie zajętym jest najlepsze.

Na całym świecie ludzie robią coś nie do pomyślenia: zwalniają i odkrywają, że choć wydaje się, że jeśli zwolnisz, to przejdą po Tobie, okazuje się, że naprawdę jest odwrotnie. Zwalniając w odpowiednich momentach, ludzie odkrywają, że robią wszystko lepiej. Jedzą lepiej, kochają się lepiej, ćwiczą lepiej, pracują lepiej, żyją lepiej. W tej mieszance chwil, miejsc oraz różnych aktów spowolnienia leży sedno tego,  co wiele osób nazywa międzynarodowym Ruchem Slow.

Jeśli chodzi o jedzenie wielu z Was słyszało zapewne o ruchu Slow Food. Zaczął się we Włoszech, ale rozprzestrzenił po całym świecie i obecnie ma 100.000 członków w 50 krajach. Inspiruje go bardzo prosty przekaz, mianowicie, że czerpiemy więcej przyjemności i zdrowia z jedzenia kiedy je hodujemy, gotujemy i konsumujemy w umiarkowanym tempie. Myślę też, że popularność farm organicznych oraz renesans targów, czy też moda na sklepiki ekologiczne, to obraz faktu, że ludzie rozpaczliwie chcą uciec od jedzenia, gotowania i hodowania żywności w tempie przemysłowym. Chcą wrócić do wolniejszego rytmu. Po ruchu Slow Food powstało coś takiego jak, ruch Slow Cities. Polega na tym, że miasta zaczynają myśleć jak udoskonalić przestrzeń publiczną by zachęcić ludzi do zwolnienia kroku, powąchania róż i związania się z innymi. Ograniczają ruch samochodów, lub stawiają ławkę w parku, dodają trochę zieleni. W pewien sposób, te zmiany to więcej niż suma części, kiedy „powolne miasto” zyskuje status Slow City, to wyraz jego filozofii. To wiadomość dla reszty świata i mieszkańców tego miasta, że wierzymy, że taka „powolność” ma ważną rolę w XXI wieku.

W medycynie wiele osób straciło nadzieję, patrząc na mentalność doraźnych rozwiązań, wszechobecną w medycynie. Miliony na całym świecie zwracają się do uzupełniających, alternatywnych form medycyny, które wpisują się w powolniejsze, delikatniejsze, holistyczne sposoby leczenia. Oczywiście, nie wszystkie z tych form leczenia się sprawdzają, i osobiście wątpię, że lewatywa z kawy, kiedykolwiek zyska szerszą popularność. Ale inne formy leczenia, jak akupunktura, masaż czy nawet po prostu odprężenie na pewno przynoszą korzyści. Najlepsze szkoły medyczne zaczynają badać te sprawy, by dowiedzieć się jak to działa, i czego można się z tego nauczyć.

Seks. W około jest dużo seksu, prawda? Wchodzisz do sklepu i widzisz czasopismo dla mężczyzn a na okładce: „Jak doprowadzić partnera do orgazmu w 30 sekund.” Także jak widać, nawet seks mierzy się dziś stoperami. Wiecie, czasem, jak każdy, też lubię na szybko, ale myślę, że można wiele zyskać z powolnego seksu, ze zwolnienia tempa w sypialni. Uderzyć w te… głębsze… psychiczne, emocjonalne, duchowe nurty, orgazm też jest lepszy, kiedy się go buduje.  Śmialiśmy się ze Stinga, kiedy kilka lat temu przeszedł na Tantryzm, ale za parę lat pary w każdym wieku, będą ciągnąć na warsztaty, lub tylko na własną rękę w sypialni, poszukiwać sposobu na włączenie hamulców i na lepszy seks.

Dlaczego jest tak trudno zwolnić? Powody są różne. Po pierwsze prędkość jest fajna, jest seksi. Ten zastrzyk adrenaliny. Trudno przejść na odwyk. Jest też w tym pewien wymiar metafizyczny… Prędkość staje się sposobem na odgrodzenie się, od poważnych, głębokich kwestii. Rozpraszamy własną uwagę, jesteśmy zajęci. po to by nie pytać: Czy jestem szczęśliwy? Czy moje dzieci dorastają prawidłowo? Czy politycy słusznie decydują w moim imieniu? Kolejny, chyba najważniejszy powód, dla którego trudno nam zwolnić, to kulturalne tabu jakie w związku z tym stworzyliśmy. „Powolny” to w naszej kulturze brzydkie słowo. Pochodne od „leniwy”, „nierób”, ktoś kto się poddaje. „Jest trochę spowolniony” to synonim do „Jest głupi”.

Myślę, że zamierzeniem ruchu Slow, jego głównym celem jest zająć się tym tabu, przyznać, że oczywiście, „powoli” nie zawsze rozwiązuje sprawę, że jest też zły rodzaj „powoli”. Ostatnio gdy utknąłem  w korku spędziłem w nim 3.5 godziny. Powiem szczerze, że to było bardzo złe „powoli”. Nowym pomysłem, rewolucyjną ideą ruchu Slow, to przyznać, że jest coś takiego jak dobre „powoli”. Dobre „powoli” zabiera trochę czasu. Zjeść posiłek z rodziną, a bez telewizora. Przeanalizować problem w biurze pod każdym kątem, by podjąć najlepszą decyzję. Po prostu poświęcić czas by zwolnić i cieszyć się życiem.

Jeśli dotarłeś tak daleko czytając ten wpis to znaczy, że masz zadatki na to żeby wyhamować. Nie jesteś  blogerem, który komentuje wpisy bez ich czytania.To już coś :)

Bycie szybko-holikiem nie jest dobre i wiesz o tym doskonale. Ogólny rezultat Twojego zwolnienia będzie taki: czuję się szczęśliwszy, zdrowszy, bardziej produktywny niż kiedykolwiek byłem. Czuję się jakbym szedł przez życie, a nie przez nie biegł. A najważniejszą miarą mojego sukcesu jest to, że czuję, że moje związki są głębsze, bogatsze, mocniejsze.

Dobrej niedzieli życzę:)

uglywriter

26 komentarzy

  1. ~Aquarius · 1 czerwca 2014 Odpowiedz

    Wielu z nas żyje punktowo a nie liniowo. Sam się na tym od czasu do czasu łapie :)
    Żyjemy od zdarzenia do zdarzenia, od porażki do porażki lub od celu do celu, co jest tak samo frustrujące. Stoper w głowie pracuje, staliśmy się niewolnikami zegarka, nieustannie sprawdzając czy daje nam jeszcze kilka chwil. Mała bransoletka na nadgarstku lub telefon w kieszeni stały się naszymi panami.
    Szybko, szybciej, najszybciej, ale po co? Produktywność stała się cechą mas, żeby królowa miała dobrze, robotnice muszą zasuwać a że większość to robotnice to uznaje się to za normalne… Sam się łapię czasami na tym, kiedy rzeczy które robię zaczynają mi wychodzić, kręcę na siebie bata. Każda udana próba, blog, książka, przygotowania do samozatrudnienia sprawiają że chce się więcej, bo to naprawdę działa. Kto trochę pisze, wie ile to jest pracy od kuchni, posty i newsy na FB to wierzchołek góry lodowej. Kilka dni temu chciałem rozpocząć kampanię finansowania społecznościowego by wydać drugą książkę. W pewnym momencie kiedy dałem dojść do głosu intuicji zapytałem się czy to jest teraz ważne, idzie lato, można gdzieś pojechać, cieszyć się każdym dniem itd. Przecież wiem z doświadczenia że w tym pędzie, kiedy wydam drugą książkę to napisze trzecią i wszystko zacznie się od nowa, a mi na grobowej płycie napiszą „Osioł biegnący za marchewką na kiju którą trzymał pan o imieniu Ambicja” Czy można zwolnić? Można, czara goryczy pędu zaczyna się przelewać co z resztą napisałeś. Ostatnio rozmawialiśmy z kolegą na temat czytników ebook-ów, dają one niezwykła wygodę, za jednym przyciśnięciem mam książkę w domu… No właśnie, doszliśmy do wniosku że to wcale nie jest takie fajne. Pamiętam czasy kiedy nagrywałem listę Hop-Bęc na kasetę magnetofonową, którą trzeba było kupić w sklepie za wcześniej naskrobane drobne. Oczywiście zbierałem dłużej by kupić tą lepszą ;) To oczekiwanie na 18:00 by wcisnąć guzik Rec. :) A dzisiaj, hmmy to czy tamto nagranie, enter i po krzyku. To jest wygodne, ale wcale nie takie fajne! Pozdrawiam ciepło.

    • uglywriter · 2 czerwca 2014 Odpowiedz

      Tak jak piszesz trzeba się cieszyć dniem:) Poznaje ludzie którzy mówią mi, że czuja się wypaleni, ludzi przed trzydziestką.Mniej gadżetów, więcej zbierania pozytywnych chwil, bycia z drugim człowiekiem :)

  2. ~paczucha · 2 czerwca 2014 Odpowiedz

    Wiele rzeczy robie szybko, ale tylko po to, by potem delektowac sie wolnym czasem:))

  3. ~Głupiomądry · 3 czerwca 2014 Odpowiedz

    Cieszę się, że przeszedłem, a nie przebiegłem obok tego wpisu, bo to pozwoliło mi się zatrzymać i przyjrzeć z bliska.

    Poruszasz bardzo ważną kwestię – ja podpisuję się pod każdym zdaniem. Nie rozumiem ludzi, którzy pędzą i pędzą i dawno już zapomnieli kiedy zaczął się ich bieg. Najgorsze jest to, że zapomnieli też o swoim celu. Korek może być powodem do zastanowienia się na bieżącym życiem lub planami. Trzeba szanować czas który nam dano i czerpać z niego, ale bez przesady…

    Polecam utwór Bisza – W biegu, on chyba lepiej odda to co chciałem zostawić w komentarzu.

    https://www.youtube.com/watch?v=02p_IMP7ePs

  4. Bagietka · 3 czerwca 2014 Odpowiedz

    Zyje bardxo szybko wszystko robie szybko – inaczej mialabym problem uporac sie ze wszystkimi obowiazkami. Ostatnio jednak cos sie zmienilo – nie biegne przez zycie.odhaczajac punkty na liscie nie staram sie upchac jak najwiecej w jak najkrotszym czasie. Relaks przyjemnosc i delektowanie sie – to nowe zjawiska w moim zyciu. Dzieki za fajny wpis. :-)

  5. ~lmb · 6 czerwca 2014 Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą całkowicie, lecz niestety nie da się całkowicie zwolnić. Życie w naszej kulturze na to nie pozwoli. Jednakże nie musimy ciągle biec. Czasami po prostu spróbujmy przyhamować. Ja staram się chociaż raz na jakiś czas zrobić sobie „wolny” a może lepiej „powolny” dzień. Wówczas z rodzinką nie robimy nic na siłę. Mamy chęć to wsiadamy na rowery i jedziemy, bez celu, bez patrzenia na zegarek. Ile czasu minie tyle minie. Robimy sobie specjalne obiady. Zajmuje ich przygotowanie sporo czasu ale też sporo czasu zajmuje ich jedzenie. Powoli, smakując każdy kawałek. Czasami cały dzień nie robimy nic i też jest dobrze. Poza tym zaczęliśmy od tego, że uznaliśmy, że nie będziemy mieli telewizji. Jest telewizor ale nie ma żadnej kablówki, żadnej satelity, żadnych programów. Od czasu do czasu włączamy sobie dobry film i wystarczy. I tak przecież dużo czasu spędza się przed komputerem więc dodatkowo telewizja to już przesada. Nie da się całkiem odciąż od zgiełku, prędkości, pędu życia ale można co jakiś czas dać sobie luzu i naładować akumulatory. Pozdrawiam.

  6. anna · 7 czerwca 2014 Odpowiedz

    Masz rację. Chyba już zapominamy jak to jest delektować się życiem. Tylko za czym my tak pędzimy?

  7. ~hegemon · 10 czerwca 2014 Odpowiedz

    Tak jak patrzę na swoje miasto, na rozwój różnych ryneczków, na których sprzedaje się coraz więcej dobrego jedzenia, własnych wyrobów, to chyba powoli wychodzimy z tego zachłyśnięcia się pośpiechem zachodniej Europy i zaczynamy doceniać czas, jakość jedzenia, jakość relacji… Czy to pójdzie w tę stronę? Masowo zapewne nie, ale jest już znacząca grupa ludzi, która slow docenia.

  8. ~Maks · 11 czerwca 2014 Odpowiedz

    Życie zapierdala, a my wraz z nim. Ale pocieszające jest to, o czym piszesz, że coraz popularniejsze jest jedzenie slow food czy medycyna alternatywna.
    Trendy na pewno nie odwrócą się nigdy, ale każdy z nas musi sam decydować i wybierać to, co jest dla niego zdrowe i korzystne.
    Pozdrawiam:)

  9. ~Asia · 14 czerwca 2014 Odpowiedz

    SZYBKOŚĆ! Dokładnie, tyle czasu minęło odkąd tu byłam i czuję się tak jak bym powracała z jakiejś cholernie długiej, ale z drugiej strony i szybkiej podróży. Pęd jest wszędzie i nawet nie on sam jest zły, ale fakt, że my w niego coraz bardziej brniemy. Chyba że po prostu wpisany jest w naszą egzystencję i trzeba się z tym pogodzić i tyle…

  10. ~sour-girl · 18 czerwca 2014 Odpowiedz

    Heh, właśnie się wyżaliłam u siebie na blogu, że mi życie przyspieszyło, zaglądam do ciebie a tu „zwolnij”. Koniec świata ;) szybko-holikiem jestem, owszem, ale mówię to nie bez żalu. Dużo na tym tracę niestety, więcej robię, niż jestem.

  11. ~ulabrzydula · 20 czerwca 2014 Odpowiedz

    Niech ktoś zatrzyma wreszcie czas…
    Ja wysiadam… :)

  12. ~alicja · 29 czerwca 2014 Odpowiedz

    Gdy wydaje się nam, że mamy przed sobą mnóstwo czasu to pędzimy przez życie najszybciej jak się da, ale gdy dowiadujemy się, że tego czasu mamy już niewiele i nasze dni są policzone, to wtedy już się nie spieszymy. Potrafimy przysiąść, cieszyć się każdą chwilką i docenić rzeczy najprostsze…
    Taki życiowy paradoks.

  13. Dziewczyna z Tatuażem.. · 30 czerwca 2014 Odpowiedz

    Witaj.

    Trafiłeś mi w temat!
    Obecnie sama żyję momentami w takim pedzie, że niekiedy nie wiem jak się nazywam.

    To chyba synonim naszych czasów.
    Żeby żyć, żeby mieć pieniądze musimy pędzić, musimy się spieszyć żeby nikt Nas nie ubiegł, nie wyprzedził.

    Zapominamy o tym, że to najważniejsze jest niekiedy na wyciągniecie ręki.
    A jak to tracimy.. to pędzimy jeszcze szybciej by zapomnieć.

    spokojnego tygodnia życzę!

  14. Anka · 12 listopada 2014 Odpowiedz

    …. i naprawdę się zgadzam.
    Trochę to niezręczne, gdyż również owe zjawisko zauważyłam, tylko popatrzyłam na nie trochę z . Wchodzę tu do ciebie, intuicyjnie klikam pierwszy post z kolumny, którego tytuł jakoś zatrzymuje mój wzrok, czytam, kiwam głową, i tak sobie myślę „no i będzie, że podpier****łam temat” ;)

Zostaw odpowiedź