Manu Chao La Ventura

To jedno z wielu pozytywnych odkryć tegorocznego Przystanku Woodstock. Sobota – północ, ostatni dzień festiwalu, a że byłem tam od środy rano to już mocy brakowało. Są takie momenty gdy sił już brak, a jednak coś  człowieka  podrywa na nogi.Taką chwila było pojawienie się Manu Chao La Ventura na scenie. Kojarzyłem ta nazwę, kilka lat temu mieli jakiś przebój, coś mi tam świtało, że to jakieś takie spokojne pitolenie.

Tak wiec liczyłem na to, że Manu Chao La Ventura fajnie uśpi atmosferę i skłoni do sennego spaceru w stronę namiotu. Ale nie, przeliczyłem się i to bardzo. Mieszanka energetycznego  folka, rocka i ska na nowo wzbiła tumany kurzu i pozytywnych emocji. Jak Ci to opisać drogi czytelniku aby oddać wiernie te chwile? Nie da się. Kto był choć raz na Woodstocku ten wie, że to jedyna droga. Być tam i chłonąć klimat tego festiwalu całym sobą.

Szacuje się, że w tym roku do Kostrzynia zawitało 750 tysięcy ludzi. I ja tam byłem, piwo piłem i wyśmienicie się bawiłem.

uglywriter

7 komentarzy

  1. ktomasz999 · 10 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Na Przystanku Woodstock nie byłem, a szkoda. Pewnie już nie będę. A Manu Chao znam i to dosyć dobrze. Na pewno nie usypia i to słuchając nagrań studyjnych. Na koncercie jest jeszcze klimat, który – zapewne – potęguje wartość niezłej muzyki.
    Zazdroszczę.
    Pozdrawiam.

  2. ~Asia · 11 sierpnia 2014 Odpowiedz

    A widzisz jaka niespodzianka haha ;) Fajnie, że się dobrze bawiłeś!

  3. ~weronika · 12 sierpnia 2014 Odpowiedz

    o dla mnie to nowość! Fajne zdjęcia :D

  4. ~Tata Szymona · 22 sierpnia 2014 Odpowiedz

    A ja nie byłem ani razu – przyznaję. Chyba nie moja muzyka. Hmm… Albo po prostu nie te klimaty. Cóż. Każdy lubi co innego ;).

Zostaw odpowiedź