Czy stworzysz dobrą opowieść?

The Book Thief: Markus Zusak

Byłem  małym chłopcem gdy zmarł mój dziadek. Kilka dni później, leżąc w łóżku usiłowałem nadać temu sens. Co to właściwie znaczy, że ktoś zmarł? Otworzyła się jakaś dziura i go połknęła? Nie potrafiłem tego ogarnąć, ale w końcu pojawiło się, logicznie przecież, pytanie: Jeśli dziadek zmarł to czy spotka to również mnie? Czy ta dziura otworzy się nad moim łóżkiem i połknie mnie podczas snu?

Zazwyczaj taki kilkuletni szkrab zyskuje w pewnym czasie świadomość śmierci. Przychodzi ona w rożny sposób i zazwyczaj etapowo. Pojecie śmierci, brutalnie wkracza w nasze dzieciństwo. Zajrzyjcie w zakamarki swojej pamięci, a może przypomnicie sobie uczucie, które ja poczułem gdy zmarł mi dziadek i idące w parze zrozumienie: że mnie też to może spotkać.Pojęcie śmierci to poczucie pustki oczekującej za tym wszystkim.

Jaka to musiała być mocna rzecz gdy ten pierwszy, pierwotny człowiek. Pierwszy z  ludzi – może tak :) – zrozumiał, że umrze.To przekleństwo, cena za bystrość naszego umysłu.Musimy żyć ze świadomością, że najgorsza z możliwych rzeczy nadejdzie i położy kres naszym nadziejom, planom, marzeniom, kres naszemu światu. Każdy z Nas żyje w cieniu osobistej apokalipsy.

To przerażające. Szukamy wyjścia. W moim przypadku, jako pięciolatek pytałem mamę. Kiedy spytałem pierwszy raz co się dzieje gdy umieramy, dorośli odpowiadali z typowo angielskim skrępowaniem i chrześcijańskim brakiem entuzjazmu. Najczęściej słyszałem, że dziadek jest teraz „w niebie i patrzy na nas”. Gdybym umarł, co oczywiście nie nastąpi, też bym tam poszedł. Czyniło to ze śmierci egzystencjalną windę. Brzmiało to niewiarygodnie. Oglądałem wówczas wiadomości dla dzieci, program o  badaniu kosmosu. Rakiety wznosiły się ku niebu, w odległą przestrzeń. Lecz żaden z astronautów nie wspomniał, że spotkał tam dziadka, czy innych zmarłych. Byłem przerażony, ale pomysł z egzystencjalną windą na spotkanie z dziadkiem, brzmiał lepiej niż zapadnięcie we śnie w próżnię. Więc i tak w to wierzyłem, choć nie miało to sensu.

Czy jesteśmy skazani na życie ukształtowane przez strach i zaprzeczenie, czy też możemy pokonać te nawyki? Grecki filozof Epikur uważał, że możemy. Dowodził, że strach przed śmiercią jest naturalny, ale nieracjonalny. Mówił: „Śmierć nas nie dotyczy, gdy my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma.” To słowa często cytowane, ale trudne do zrozumienia i zaakceptowania, bo myśl o odejściu jest niewyobrażalnie trudna. 2000 lat później filozof Ludwig Wittgenstein ujął rzecz tak: „Śmierć nie jest epizodem życia. Śmierci się nie doświadcza. A zatem w tym sensie, życie nie ma końca”.

Dla mnie jako dziecka naturalny był lęk przed pochłonięciem przez pustkę, ale był irracjonalny, bo połknięcie przez próżnię to doświadczenie, które nam nie grozi.

Pokonanie tego uprzedzenia nie jest łatwe, bo lęk przed śmiercią jest w nas głęboko zakorzeniony. Jeśli jednak zrozumiemy jego nieracjonalność i dojdziemy jak podświadomie na nas wpływa, możemy przynajmniej zacząć zmniejszać wpływ strachu na nasze życie.

Uważam, że to pomaga postrzegać życie jak książkę. Podobnie jak książka ma okładki, ma początek i koniec, tak nasze życie jest ograniczone przez narodziny i śmierć. Chociaż książka zaczyna się i kończy, zawiera odległe krainy, egzotyczne postaci, fantastyczne przygody. Choć ogranicza ją początek i koniec, jej postacie nie znają granic. Znają tylko chwile budujące ich opowieść, nawet po zamknięciu książki. Książkowi bohaterowie nie boją się dotarcia do ostatniej strony. Długi John Silver nie bał się, że zakończysz „Wyspę Skarbów”. Tak powinno być z nami. Wyobraź sobie księgę swojego życia, jej okładki, początek i koniec, twoje narodziny i śmierć. Znasz tylko chwile pomiędzy, chwile składające się na twoje życie. Nie ma sensu bać się tego co poza okładkami, przed narodzeniem czy po śmierci. Nie martw się też o długość książki, czy jest komiksem czy eposem. Liczy się jedynie czy stworzysz dobrą opowieść.

uglywriter

22 komentarzy

  1. ~Buster · 17 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Bardzo dobre to przyrównanie życia do książki – skłania do tego, aby jak najlepiej zapisać te puste jeszcze karty.

    Co się tyczy sformułowania Wittgensteina, ja sądzę, że śmierci się jednak doświadcza, przy czym jest to ostatnie doświadczenie. Wierząc w nieśmiertelność duszy, możemy pocieszać się, że to nie koniec wszystkiego, że po prostu przechodzimy teraz do świata niematerialnego. Być może lepszego niż ten.

    Naprawdę, chciałbym w to w pełni uwierzyć.

  2. ktomasz999 · 17 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Jako dziecko miałem podobnie, jak Ty. Później, już bardziej świadomie, zacząłem bać się nie tyle śmierci, co umierania. I boję się nadal, bo to rozciągnięty w czasie strach i samotność. Często ból.
    Życie jako książka? – Ładne. Ale początek i koniec wypełniony jest cierpieniem.
    A my nie bardzo umiemy cierpieć.
    Pozdrawiam.

    • uglywriter · 18 sierpnia 2014 Odpowiedz

      Pomysł na ten wpis wpadł do głowy po obejrzeniu pierwszego sezonu Breaking Bad. Główny bohater, nauczyciel chemii, dowiaduje że rak płuc daje mu w najlepszej opcji 2 lata. Zmienia całkowicie swoje życie.Zmienia je ekstremalnie :) W obliczu śmierci właśnie…

  3. ~paczucha · 17 sierpnia 2014 Odpowiedz

    W podobnym wieku spotkalam sie z pojeciem ,smierc, i poczulam podobny strach, gdyz zrozumialam wtedy, ze to nieuchronne i czeka nas wszystkich. Do tej pory sie jej boje.

  4. ~Asia · 17 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Ludzie ogólnie boją się tego, co nieznane. Nawet jeśli jest się osobą wierzącą, to jest lęk przed bólem i cierpieniem. Jeśli się jednak nie wierzy, to można wątpić w sens życia. Bo po co żyć, skoro się umrze i tyle… Tak jak mówisz liczy się stworzenie dobrej opowieści :)

  5. ~Aquarius · 17 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Śmierć to w pewnym sensie iluzja. Ani ja ani nikt kogo znam nie przeżył jej! Mówimy o niej, myślimy o niej, ale nikt jej nie przeżył. Natomiast ci którym udało się przeżyć doświadczenie potocznie zwane śmiercią mówią że życie toczy się dalej. Wiec to kolejny dowód na to że śmierć jest tylko myślą. Oczywiście instynkt przetrwania mówi o tym by unikać zagrożeń i nie ma w tym nic złego do momentu w którym zaczynamy unikać samym siebie. Kilka dni temu zmarł mój dziadek. W takich chwilach można się bać lub zastanowić się, co jeszcze mam do zrobienia. Czy chcę trochę więcej niż funkcja bateryjki, o czym będę myślał na łożu śmierci, czego będę żałował a z czego będę dumny. Pozdrawiam ciepło :)

  6. ~ulabrzydula · 18 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Genialne porównanie życia do książki!!!!!! Tyle czytam, a nigdy na to nie wpadłam…

  7. anna · 19 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Bardzo dobry post, w filozofii wiele miejsca na temat śmierci i podejrzewam, że odpowiedzi nie znajdziemy. Ale podoba mi się porównanie życia do książki. Wiesz, (właśnie napisałam o tym na blogu), ale dla mnie książki to właśnie ludzkie życia, emocje wciśnięte w tekturowe okładki. Czasami też myślę, że to ludzkie zarozumialstwo, bo wydaje się nam, że zrozumieliśmy życie i dlatego wcisnęliśmy je na papierowe strony, dając tym samym wskazówki (bardzo pozorne) innym. A z drugiej strony każdy z nas pisze własną powieść z ciekawymi zwrotami akcji. A zakończenie i tak jest zawsze jedno.

  8. ~Riboq · 19 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Bardzo dobry tekst. jeden z lepszych, które ostatnio czytałam. :)
    Dźwięczy mi jeszcze pod kopułką i inspiruje moc przemyśleń.
    Dzięki.
    :)

  9. ~Sylwia P · 21 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Świetny tekst. Genialnie zakończony. Jaka będzie nasza opowieść? Oj jak trudno ją tworzyć by nie była horrorem bądź dramatem. Trzeba też pamiętać,że życie ma się tylko jedno i nie wiadomo ile potrwa. Do jutra? Jeszcze rok? A może 30ści lat? To wielka niewoadoma.

  10. Van Furio · 21 sierpnia 2014 Odpowiedz

    No Ugly, ale Ci się na filozofowanie zebrało!!!! ;-)
    Edward Stachura twierdził, że każdy z nas nosi książkę w sobie. Nazywał to życiopisaniem. Coś w tym jest! To właśnie skończoność ludzkiego życia każe podejmować nam najróżniejsze zabiegi by ten czas jaki nam dano wykorzystać jak najlepiej. Z tymi książkami różnie bywa. Czasem wychodzi powieść przygodowa, czasem komedia, a bywa że i horror. Gorzej gdy komuś nie chce się pisać, a i takie przypadki przecież się zdarzają. Wniosek – chcemy czy nie chcemy, wszyscy jesteśmy pisarzami !!!!!
    :-D

  11. ~Tata Szymona · 22 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Moi dwaj dziadkowie i babcia odeszli, gdy byłem już pełnoletni, więc, cóż, niejako rozumiałem to w sposób… hmm, dorosły. A teraz jak ja patrzę na życie i śmierć? Cóż, porównanie do książki chyba mnie nie przekonuje. Po prostu wyczerpują się baterie i człowiek się wyłącza. Dla mnie bardziej tak to wygląda…

  12. ~Głupiomądry · 23 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Mimo tego, że jestem katolikiem to jednak wkurza mnie kościelne obiecanie życia wiecznego, w które jednak wierzę. Tak jakby wykorzystywano właśnie ów strach przed śmiercią. Mój kolega powiedział kiedyś mądre słowa: „Nasze życie jest jedynie wizytówką, przepustką do życia wiecznego, wielkiego balu, ale człowiek za bardzo skupia się na samej wizytówce, zaproszeniu”.

    Ja jako dziecko zastanawiałem się, jak to się stało, że jestem człowiekiem, istotą rozumną, a nie np. koniem :D

    Pozdrawiam

Zostaw odpowiedź