Wyhoduj sobie czajnik

polecam dobre miejsce na czajniki...

Gdy tak stałem w kolejce do kasy z nowiutkim czajnikiem elektrycznym (trzecim nowiutkim,  bo te sprzęty maja to do siebie, że zazwyczaj po dwóch a maks trzech miesiącach odmawiają posłuszeństwa i przestają mi gotować wodę) nagle mnie olśniło.

-130 złotych proszę – oznajmiła kasjerka.
-Nie.
-Słucham? – spytała przestraszona, szukając wzrokiem ochroniarza.
-Nie, dziękuje.

I wyszedłem. Bez czajnika oczywiście. No bo… kurde moll Chopina!

Z jednej strony rozumiem – firmy muszą produkować buble, które szybko się psuja dzięki czemu ciągle sprzedają nowe. Co to za interes wyprodukować czajnik elektryczny działający tak ze 20 lat? Ale w końcu człowiek traci cierpliwość.

Jesteśmy otoczeni przez szybko psujące się sprzęty i urządzenia. Firmy zarabiają na serwisach i sprzedaży kolejnych bubli, ale oczywiście nie przyznają się do tego. Ich produkty są najbardziej zajebiste na świecie. U producentów kasa się zgadza – zarabiają na swojej „zajebistości”, u konsumentów nie bardzo – tracą kasę na buble.

A tak w ogóle to skąd ten czajnik elektryczny?! U moich rodziców w kuchni ciągle ten sam czajnik, zwykły taki, na gaz, który dobrze służy od dobrych paru lat. A ja kilka razy w roku biegam do marketu po plastikowy badziew. Dla wygody, bo przecież szybciej się ugotuje i tak fajnie wygląda przecież. Koniec z tym.

Wychodząc z marketu udałem się na nasz ryneczek, targowisko miejskie,  tam zakupiłem bardzo fajny czajnik, zwykły z drewniana rączką. Gdy pierwszy raz zagwizdał to radość nastała jak po wygranym meczu. 1:0 dla mnie :)

A na tym filmiku najpierw jest gadająca kukiełka, później długowłosy facet mówi jak wyhodować sobie czajnik. Ciekawostka taka.

uglywriter

29 komentarzy

  1. ~Sylwia P. · 25 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Bardzo dobrze zrobiłeś kupując zwykły. A przy okazji, straszne badziewie trafiałeś…(że się wyrażę ;) i drogie jak na taką krótką żywotność.

  2. ~Dziewczyna z Tatuażem · 26 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Ponoć urządzenia elektryczne maja gdzieś”Zapisane” że maja się zepsuć po u-pływie gwarancji :)
    a tak szczerze? też korzystam z takiego zwykłego.
    Herbata inaczej smakuje :)

    pozdrawiam serdecznie :)

  3. ~alicja · 26 sierpnia 2014 Odpowiedz

    chciałby się powiedzieć – takie sprzętowe czasy mamy Uglywriter…
    moja stara pralka „chodziła” 15 lat, telewizor 20, a gdy ze starości się zepsuły, to kupiłam nowe i już wiadomo, że pochodzą maksymalnie 5-8 lat i będę musiała kupić nastepne…
    Stajemy się cmentarzyskiem zepsutego sprzętu, którego nie opłaca się naprawiać, bo interes i zysk firmy ważniejszy jest ponad wszystko..

    • uglywriter · 26 sierpnia 2014 Odpowiedz

      Pralkę mam po poprzednich właścicielach mieszkania i tak na oko pamięta ona czasy mojej szkoły średniej :) To chyba niemodne chwalić się takim sprzętem :D

  4. ~Ana · 26 sierpnia 2014 Odpowiedz

    a ja wlasnie stoje przed dylematem… standard czy jednak elektryczny styllizowany na standard… i chyba wlasnie pomogles mi w decyzji ;-) !
    pzdr!

  5. ~ulabrzydula · 26 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Ze wszystkimi nowymi sprzętami teraz tak jest…
    Sprzęt wytrzymuje dwa lata i nadaje się do kosza…

  6. ~Mona Lisa · 27 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Mój czajnik elektryczny działa już kilka lat i ma się dobrze – mam farta :-) ? No ale on z tych droższych nieco i nie z plastiku, może dlatego. Za to głośny jest niezwykle :-) . Pozdrawiam.

  7. ~Dorota Wójcik · 28 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Ja mam elektryczny za 40zł i działał. Później na dwa dni się obraził i przestał działać. Po tych dwóch dniach dostał w dezmer i znowu działa:). Może do tych nowych sprzętów trzeba podchodzić jak do ludzi?:)) łopatologicznie:)

  8. ~anna · 30 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Też kilka lat temu powróciłam do zwykłego czajnika. :)

  9. ~Patryk · 31 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Ja tam zawsze używałem takiego zwykłego, które się stawia na gazie. Służą po kilka lat. A jaka oszczędność energii!

  10. ~Głupiomądry · 31 sierpnia 2014 Odpowiedz

    Ja również mam klasyczny czajnik na gaz, z funkcją budzenia. Działa to w ten sposób, że dziewczyna która wstaje przede mną nastawia wodę na kawę, czajnik gwiżdże dopóki nie wstanę i nie zaleję kawy :)

    A tu taki song, który zawsze mam w głowie jak robię sobie coś w czajniku elektrycznym w pracy i jestem zmuszony na tzw. small talk z innymi :D

    https://www.youtube.com/watch?v=0BdDqnja33U

  11. ~paczucha · 2 września 2014 Odpowiedz

    Tos mial szczescie, bo ja szukam takiego czajniczka juz od dluzszego czasu i g..no – nigdzie takowego nie ma :(((

  12. ~Tata Szymona · 3 września 2014 Odpowiedz

    Ha, masz sto procent racji. Firmy zarabiają na tym, że np. dając o 0,3mm cieńszy kabel zarobią setki tysięcy „dolców” więcej, bo kabel ten będzie przepalał się szybciej. Pecha masz z tymi czajnikami (elektrycznymi). Ja się przyznaję, że używam właśnie elektrycznego ale… chyba sprzed ery celowego pogarszania jakości produktów – działa nam jak na razie osiem lat. Ale mamy w półce taki właśnie metalowy, na gaz – na wszelki wypadek ;).

  13. ~Asia · 12 września 2014 Odpowiedz

    I dobrze zrobiłeś… Tylko kto przy kasie pomyślałby tak jak Ty? Mało takich osób…

  14. ~Buster · 20 września 2014 Odpowiedz

    Będę tutaj głosem opozycji i powiem, że nienawidzę gazowych czajników, głównie ze względu na czas oczekiwania na wrzątek. To, że mają one duszę to inna sprawa, ale niewystarczająca, aby mnie do siebie przekonać.

    Dwa lata temu, po 12 latach dobrej współpracy mój poczciwy, pożółkły Philips dokonał żywota. Stwierdziłem, że spróbuję towaru no-name za 30zł, produkcji czeskiej, z klasyczną spiralną grzałką (płaskie to moim zdaniem sztuka dla sztuki). Co się okazało? Służy dzielnie, a użytkowany jest bardzo intensywnie, co więcej – identyczne kupili sobie rodzice i babcia i również są zachwyceni. Być może czasem warto odstąpić od hołdowania wielkim markom i spróbować alternatywy.

Zostaw odpowiedź