I co tam u Ciebie dobrego?

smiles

Spotykasz dawno nie widziana osobę i pytasz: Co tam u Ciebie ? I tym podobne i tak dalej i takie tam zwyczajowe zagajenia. Spodziewasz się ciekawej rozmowy, bo człowiek wart pogadania – żadnego small talk o dupie maryni. Zamiast tego dostajesz w twarz wiadrem z którego wylewa się… że źle, że nie dobrze, że ciocia Krysia z tym rakiem, że auto u mechanika, że żarówki z korytarza ktoś kradnie. I …?!?!@?!?

Po prostu nokaut jak Tyson Gołotę jak Pudzian Najmana.

Patrzysz na gościa, lub jej cycki jeśli takie ma  i  w myślach – „wyglądasz jak idź mi stad”, „fajne masz cycki, ale… ale nie, nie, idź sobie, koniec”

Nie wiem co się z ludźmi porobiło, że spotyka mnie to co raz częściej.

I jak z tego wybrnąć jeśli nie chcesz udawać, że: nie znam gościa, uciekać na drugą stronę ulicy, czy pełzać gdzieś przy ścianie klubu i wmawiać sobie – jestem kameleonem.

Nie, nie jesteś.

Prosty sposób, testowałem kilkanaście razy w przeróżnych sytuacjach – działa.

Gdy dostrzegasz takiego osobnika i po prostu czujesz, że już się rozpędza żeby zaatakować pociskiem negatywnych informacji, które zepsują ci humor – atakujesz pierwszy:

-Cześć. I co tam u Ciebie dobrego?

W tym momencie na twarzy rozmówcy często pojawia się zdziwienie, że w ogóle mogłem zadać takie pytanie. Mina taka jakby pomyślał: ”Fuck… i co teraz?!” Ale spokojnie, dajmy tej istocie dojść do siebie i za chwile…

…uśmiecha się, kiwa głową że tak, że jest fajnie, chwali się, a często wręcz przechwala, że to, że tamto i w ogóle zajebiście – ale lepsze to niż ta pierwsza wersja.

U mnie to działa, chcecie testujcie. Jeśli macie lepsze patenty z chęcią wypróbuje :)

uglywriter

21 komentarzy

  1. ~Michał Małysa · 18 stycznia 2015 Odpowiedz

    Bo nie mamy w polskiej kulturze (czy też w polskiej kulturze językowej) zakorzenionych formułek grzecznościowych, których się używa ot tak, czegoś jak w angielskim „how are you”. Owego pytania nie zadaje się po to, aby dowiedzieć się co naprawdę słychać, ale raczej usłyszeć odpowiedź „fine, thanks” – stąd często we wszelakich rozmówkach czy dialogach do nauki języka brakuje odpowiedzi opisującej w dwóch słowach jak nam jest źle i niedobrze. To samo zresztą w językach południowych (come stai we włoskim, como estas w hiszpańskim), tam jest to jeszcze bardziej serdeczne i nie tak bardzo zautomatyzowane jak w angielskim pytanie. Ot, na przywitanie, zamiast zwyczajnego „cześć” rzucamy „ciao, jak się masz” i czekamy na odpowiedź, że wszystko w porządku. Potem może nastąpić lawina kataklizmów, ale zawsze usłyszy się najpierw „fine”, „bene”, „bien”, podczas gdy u nas pytanie „co słychać” jest faktycznym pytaniem, dopóki oczywiście nie zadaje go osoba przesiąknięta kulturą zachodnią.
    Chociaż nie posunąłbym się do wartościowania takiego zjawiska i wyciągania z niego daleko idących wniosków, choćby stwierdzenia, że jesteśmy narodem smutasów, że lubimy się żalić itd. Owszem, może być brak zautomatyzowanej grzeczności jakimś symptomem, ale nie musi :)

  2. ktomasz999 · 18 stycznia 2015 Odpowiedz

    Ponoć Polacy lubią narzekać. – Gdy spotykasz Amerykanina, pytasz „how do you do? – odpowie – Thank you, good.
    A Polak narzeka.
    A co u Ciebie dobrego?
    KT.

  3. ~hegemon · 18 stycznia 2015 Odpowiedz

    Można też stosować wzmocnienie słów marudzącego
    - Auto znowu u mechanika, ciągle się psuje – rozpędza się taki
    - Masz rację, strasznym gruchotem jeździsz – odpowiadamy
    Jeżeli kilka razy wzmocnimy komunikat rozmówcy, powinien zacząć się bronić, że nie, wcale tak źle nie jest. Metoda hardcorowa, rozmówca może się obrazić…

  4. ~Riboq · 18 stycznia 2015 Odpowiedz

    Oj to ja Ci powiem, że jestem dużo bardziej okrutna. Fakt, że jak ktoś od razu z rakiem wyskoczy to już raczej nie odezwę się „po mojemu”, ale jeżeli kaliber lżejszy to po prostu mówię: serio? Nie masz nic więcej do powiedzenia po latach niż „jutro idę do proktologa”?
    ;P

    Nie mam cierpliwości do ludzi, za dużo czasu spędzam sama, żeby w kontaktach z innymi tracić czas ^^. Jak już chce naładować pasek towarzyskości (takie odniesienie to The Sims) to na moich zasadach.

  5. ~Maks · 18 stycznia 2015 Odpowiedz

    Mnie też wkurza takie narzekanie.
    To chyba nasz narodowa cecha (dziwne, bo nie mamy już zaborów ani wojen, ani komuny i powinniśmy się cieszyć).
    Ja kiedyś też tak ciągle narzekałem, aż jedna koleżanka powiedziała mi:” Narzekasz jak stary dziadek, jak będziesz tak robił, to nikogo nie znajdziesz, ani nikt nie będzie się chciał z tobą przyjaźnić”.
    Tak mi to dało do myślenia, że zmieniłem mówienie z ludźmi o 180 stopni.
    Pozdrawiam:)

  6. ~Karola Franieczek · 18 stycznia 2015 Odpowiedz

    Zdecydowanie muszę się przestawić na: „Co u Ciebie dobrego?”, bo już czasami aż uszy więdną od tego, jak ktoś otwiera swój worek pełen żali. :)

  7. ~Ruda Maruda · 18 stycznia 2015 Odpowiedz

    bardzo słuszny chwyt retoryczny! pochwalam i również uskuteczniam :)

    pozdrawiam ;)

  8. ~Tata Szymona · 18 stycznia 2015 Odpowiedz

    Cóż, my, Polacy mamy to chyba we krwi, takie narzekanie. Nie może być dobrze, bo nawet, jeśli by było, to i tak znajdziemy zawsze powód do narzekania. Ot, taka nasza narodowa cecha ;)?

    • uglywriter · 19 stycznia 2015 Odpowiedz

      Nie wiem czy cecha,Wiem,że irytuje mnie to co raz bardziej.Jestem nieczuły prostak?Raczej zmęczony ta „lawiną kataklizmów” :)

      • ~Tata Szymona · 20 stycznia 2015 Odpowiedz

        No właśnie wydaje mi się, że jednak to narzekanie mamy we krwi. Zawsze jest nieodpowiednia pogoda, politycy oszukują i kradną, a cena benzyny… No dobra, to paliwo poszło w dół, ale skoro cena paliw taka niska, to czemu towary nie potaniały? Cholerny sprzedawcy nie zeszli z cen, tylko sobie zarabiają ;).

        I tak to chyba w kółko się odbywa…

  9. ~Bez ściemy! · 19 stycznia 2015 Odpowiedz

    Pewnie, że takie zagranie działa. Polacy to malkontenci i będą narzekać zawsze i wszędzie, jeśli się tylko im na to pozwoli. A przydałoby się odrobina amerykańskiego optymizmu, gdzie nawet kiedy babcia już jest jedną deską w grobie, pies zarzygał dywan, a huragan zdmuchnął dach z domu, to na pytanie „How are you?” odpowiedzą „Fine, thanks.”

  10. ~Głupiomądry · 19 stycznia 2015 Odpowiedz

    Hehe – dobry zabieg. My jako naród narzekający usprawiedliwiamy te swoje fochy. A tak – nie ma innego wyjścia, nie sięga się do wiadra z negatywnymi faktami, którymi się ostatnio żyje, tylko szuka się czegoś miłego i dobrego.

    Zauważyłem ostatnio, że nie mogę przeżyć dnia bez słowa „kredyt”, mimo że sam żadnego nie mam… smutne to…

    Pozdrawiam z szerokim uśmiechem!
    P.S: Co u Ciebie dobrego? ;)

  11. grafficiarka.blog.pl · 20 stycznia 2015 Odpowiedz

    Ja tam zaraz wyjeżdżam, że właśnie dostałam pracę, w sobotę byłam na fajnej randce a sesja świetnie mi idzie – i delikwent albo nie wierzy albo zazdrości.
    Ale w obu sytuacjach przestaje marudzić.

  12. ~Melisandre · 20 stycznia 2015 Odpowiedz

    Jednak wolę wersję z przejściem na drugą stronę ulicy i nie zauważeniem delikwenta – jestem w końcu krótkowidzem :-) .

  13. ~Enteralt · 23 stycznia 2015 Odpowiedz

    Nastawienie to jest coś za co lubię moją emigrację. W Niemczech ludzie raczej nie narzekają. Chyba… że są polskimi-Niemcami! Fakt nie mają zbytnio narzekać, co nie zmienia faktu, że po ulicach chodzą uśmiechnięci ludzie. Pani w sklepie zawsze pyta się czy wszystko w porządku i życzy miłego dnia. Taka o! uprzejmościowa systematyka by żyło się lepiej :)

  14. ~RomanOwo · 29 stycznia 2015 Odpowiedz

    Ja kwituję wszystko słowami „nie pierdol” i albo mam daną osobę z głowy, bo wtedy ona mnie unika, albo się śmieje i zmienia radykalnie nastawienie rozmowy ;)

  15. ~Marta · 13 kwietnia 2015 Odpowiedz

    FAJNY TEMAT. Ja ogólnie jak widzę z daleka kogoś z kim nie chcę rozmawiać (bo marudzi, albo po prostu jest mi obojętny) to udaję że: mnie nie ma, jego też nie ma, nie widzę jego/jej, a on/ona mnie nie widzi, totalnie się nie widzimy. Kiedyś sama się wkurzałam na ludzi którzy tak robią, ale teraz sama stosuję tę metodę, bo nie lubię trwonić czasu na gadki w stylu: co u ciebie słychać, jak po świętach itd. Wczoraj na pytanie znajomego (z którym się prawie nie znam) – „jak tam po świętach?”, odrzekłam „tak jak i przed świętami, tylko parę dni później”. Mogłam odpowiedzieć coś z jajem, ale nic mi na szybko nie przyszło do głowy. A tak na serio to w głowie miałam jedną myśl – „chłopie, aleś ty osiwiał…”

    Rozmowa ze znajomym dzięki bogu szybko się skończyła. Kompletnie nie wiem co mam odpowiadać na tak zadane pytania i również ich nie zadaję, albo zadaję tym, którzy mają poczucie humoru. Ale jak już się natknę na kogoś bez poczucia absurdu i nie będę miała wyjścia – to wypróbuję twój sposób na „co tam u ciebie dobrego”:)

    A u mnie dziś dobrego tyle, że zaraz zjem jajko na twardo, które czeka od wczoraj w garnku i mam na nie wielką ochotę. Pozdrawiam

Zostaw odpowiedź