Zeszyt

    Pobiegłem przez miasto po zeszyt.W strugach deszczu , nie myśląc o tym, że pewno się przeziębię jak po ostatnim wypadzie na rower – wracałem w burzy. Ten zeszyt tak nagle stał się bardzo ważny i potrzebny.Nie byle jaki bo ze sprężynka, kółeczkami takimi, podzielony na cztery części:postacie, tło, watki, inne.Tyle na razie mi potrzeba żeby uporządkować ten chaos w historii, która próbuje przebić się na kolejne strony w Wordzie.

Cyzeluje słowa.Przestawiam zdania i akapity. Wciągam się w to pisanie co raz to bardziej.W telefonie mnóstwa notatek , zalążki akcji , przemyślenie i kilka cytatów, które mogą być pomocne.Mijam ciągle ludzi wbitych w te małe ekrany i myślę  sobie – NIE. Niech mnie kojarzą jak gościa wbitego w notatnik, kreślącego kolejne zdania i pomysły.Dość tych telefonów.Tak, wiem , papier, to takie nie ekologiczne. A jednak.

Będzie bardziej analogowo.

Nie zaczynam dnia od logowania się do Facebooka.Loguje się do mojej historii, redagując tekst z dnia poprzedniego, uzupełniając notatki i kasując co zbyteczne.

Ostatnio przeżywam zmęczenie tym cyber-wszystkim.Mój adapter, na którym słucham ulubionych winyli podczas pisania, padł.Winyle i książki to nie po drodze do minimalizmu, który ciągle za mną chodzi i zmienia powoli moją przestrzeń.

Zostaw odpowiedź