Posty, wpisy, posty. Może Ty wiesz, bo ja nie.

  W tym tygodniu to już drugi post 40godzinny. Kilka myśli, uwag z tym związanych.

Zajadamy emocje. Już to wiem, gdzieś kiedyś o tym pisali, mówili – nie wierzyłem. Faktycznie tak jest. Druga rzecz, która zauważyłem ostatnio, po roku jednego postu w tygodniu, musiałem dodać drugi bo wyczekuje dnia bez jedzenia. Wiem, że wtedy będę miał więcej energii. Dla wielu jest to nie do ogarnięcia, ale tak jest. Albo inaczej: ja tak mam.

Człowiek mnóstwo energii wykorzystuje na trawienie tego co zjadł w ciągu dnia. Są tacy, żyjący w przekonaniu, że jest to nawet 90% energii. Kłoci się to z tym co przyjęte jako norma i potocznie praktykowane. Mogę tu napisać tylko o sobie: te dwa dni, a nawet więcej bo staram się dociągać do 40 godzin, to bardzo energetyczny czas. Po zarwanej nocy mogę pojechać rowerem do pracy i niczego nie zawalam. Czym to wytłumaczyć?

Dziś wieczorem zaczynam kolejny post:)

Na zdjęciu salka w której mogę pomuzykować .

A tutaj coś dla lubiących  biwaki:


http://dookola-swiata-w-jeden-dzien.blogspot.ch/2017/08/kemping-po-szwajcarsku.html

8 komentarzy

  1. boja · 13 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Czterdziestogodzinny post dwa razy w tygodniu? Jeszcze trochę i całkiem oduczysz się jeść!

  2. ~Asia · 14 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Nie jedz. Jedzenie nie jest kul. Od jedzenia pocą się ręce i pachy, tracisz wodę i nie masz siły na egzystencję…
    Nie jedz, zamuztkuj czas

  3. Ultra · 15 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Salka do trenowania doskonała.
    Dwa posty tygodniowo, trzeba dużo sił i zdrowia. Ale cóż, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Stara prawda jak świat.
    Zasyłam serdeczności

    • uglywriter · 18 sierpnia 2017 Odpowiedz

      Dzisiaj piątek bez papu i nie czuje głodu .Organizm przyzwyczaja się do tych postów.Na to wychodzi ;)

Zostaw odpowiedź